Horyzonty Trakla

 

Krzysztof Maćkowski, Janusz Mika HORYZONTY TRAKLA. TRAKLS HORIZONTE, Fundacja Promocji Kultury „Urwany Film, Kraków 2017

Przed Państwem trzecia część naszych traklowskich rozmów. I tym razem zgromadziliśmy na kartach „Horyzontów Trakla. Trakls Horizonte” grono zacnych interlokutorów. Są to: pisarz-eseista Martin Pollack; plastycy Marek Chlanda i Bogdan Achimescu; poeci Miłosz Biedrzycki i Maciej Melecki; reżyser teatralny Paweł Bitka-Zapendowski; historyk Roman Chmełyk oraz dziennikarz Konstanty Gebert (Dawid Warszawski).
Kryterium doboru rozmówców było, tym razem, dwojakie. Po pierwsze – jako autorzy publikacji – rozumiemy „Horyzonty Trakla” jako próbę opowiedzenia o regionie Europy, będącym niegdyś jednym państwem rządzonym przez Habsburgów, z punktu widzenia ludzi związanych z niepodległymi dzisiaj państwami, wchodzącymi jeszcze na początku XX stulecia w skład ck monarchii. Bogdan Achimescu ma – po mieczu – korzenie rumuńskie, Miłosz Biedrzycki – po kądzieli – słoweńskie; Roman Chmełyk jest Ukraińcem, Martin Pollack Austriakiem, a Konstanty Gebert specjalizuje się w tematyce bałkańskiej.
Drugie kryterium zakładało związki rozmówców z twórczością Georga Trakla i to związki – jak zawsze u nas – interdyscyplinarne. Maciej Melecki, szef Instytutu Mikołowskiego jest bowiem wydawcą książki „Trakl. Poezje wszystkie”, Paweł Bitka-Zapendowski od wielu lat tworzy spektakle inspirowane poezją Trakla, z kolei Marek Chlanda przenosi Traklowską frazę w świat sztuk plastycznych.
Interesujące zależności i historyczne zaprzeszłości istniejące między poszczególnymi narodami oraz rozbieżność w pojmowaniu dziejowych zawiłości ostatnich stu lat korespondują więc w „Horyzontach Trakla” z szeroką płaszczyzną interpretacji poezji austriackiego katastrofisty. Ta „jedność w wielości” przekonuje nas po raz kolejny, że postać wybitnego twórcy, który przez swoją śmierć na zawsze związał się z Krakowem, wciąż fascynuje spore grono osób parających się różnymi dziedzinami sztuki i kultury. Pytając ich o fenomen Trakla, mamy wrażenie wspólnych odniesień i odczuć, jakby zbiorowej, niezależnej od siebie Traklowskiej emanacji.